Wyszukaj

slider

Witaj serdecznie!
Jest nam niezmiernie miło, że tu z nami jesteś! :)


Tu dowiesz się więcej na temat rasy


Poznaj nasz psi punkt widzenia


Co nieco o sportowych zajawkach


Wycieczki u boku psa - za kulisami
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mudi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mudi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 lutego 2021

Czy mudi to pies dla mnie?

 To pytanie widzę coraz częściej, a i wtedy dobrze kiedy jest zadawane. Czasami nie jest, a taki cwany Kowalski ściąga sobie "mudi" po taniości bez rodowodu... Tak tak, mudi też to spotkało. Dlatego chciałabym odpowiedzieć wszystkim którzy pytają czy mudi to pies dla nich... I takim którzy myślą że pewnie, byle tanio. Jedziemy. 😉

Moja filozofia jest taka, że wybierając rasę powinniśmy wiedzieć jak najgorzej mogą wyglądać problemy z jej przedstawicielem. Jak już się dowiemy trochę złych historii, najlepiej z pierwszej ręki od właściciela, to pytamy siebie czy jesteśmy na to gotowi. Czy będziemy mieć czas, środki i możliwości nad tym pracować i czy zwyczajnie to nam odpowiada i ewentualnym naszym partnerom i domownikom. Nie zalecam kierowania się zdaniem jednej osoby która ma jednego czy dwa osobniki, bo zwyczajnie mudi bywają różne. Dla przykładu gdybym miała tylko Gem i Tigiego, mogłabym wam powiedzieć że mudi nie są dominujące i są raczej wrażliwe. Moglibyście się jednak zdziwić gdyby trafiła wam się Iskra, która przekonana jest o fakcie że świat jest jej placem zabaw, a każdy problem można rozwiązać jeśli się użyje odpowiednio dużo fizycznej siły... Oczywiście, są w każdej rasie różne osobniki, ale z doświadczenia powiem wam że genetyka bywa zaskakująca i w tym samym miocie możecie spotkać całkiem różne od siebie psy. Niestety fajni rodzice szczeniąt to nie gwarancja że szczeniak taki będzie. Jasne, jest to znaczne zwiekszenie waszych szans, a te szanse jeszcze zwiększy mądry i SZCZERY hodowca. Hodowca mówi że jego pieski nie mają problemów? Ani jednej wady? Ani jednej historii nad czym pracowali? Cóż, zapytam tak, czy istnieją idealni ludzie? Nie? To jakim cudem mają istnieć idealne psy? To żywe stworzenia. Będą mieć mocne i słabe strony i pies idealny może być dla swojego przewodnika, ale wciąż uważam że hodowca powinien umieć spojrzeć krytycznie na swojego psa i potem na swoje szczenięta, tak by dobrać szczenięta do właścicieli jak najlepiej. Przykład. Mam Gem, Gem jest dla mnie ideałem, jesteśmy cudownie dobrane, rozumiemy się bez słów, współpraca z nią jest niesamowita, a praca nad jej wrażliwością na moje emocje jest dla mnie prawdziwie rozwijająca i dosłownie sprawia że jestem szczęśliwszym i lepszym człowiekiem. Za to podejrzewam że dla wielu osób taki pies nie byłby dobrym wyborem. Dla mnie jest. Nie istnieją idealne psy i idealni ludzie. Istnieją za to idealne dopasowania i za takie dopasowanie odpowiedzialny jest szczery i mądry hodowca i sam przyszły właściciel. 

Zapytaj więc siebie czego oczekujesz, nad czym jesteś gotów pracować i co nie będzie ci przeszkadzać. Wiesz czemu mam mudi? Totalnie zwisa mi szczekanie. Mam siedem psów które wrzeszczą za każdym razem jak przygotowuje je na spacer, ale nigdy nawet nie próbowałam tego oduczyć bo nie czułam potrzeby. Na treningu też się drą, pacają łapami, potrafią szarpnąć za rękaw. No i spoko, bawimy się wszyscy głośno i intensywnie. Lubię ich szaleństwo, z ograniczeniami oczywiście, ale uczę tego czego oczekuję od początku. Nie sprawia mi problemu praca nad emocjami, czy to wrażliwością czy reaktywnością, moja empatia pozwala mi dobrze wyczuć danego psa. Mudi mają dużo emocji, lubią je okazywać i mają na to kilka sposobów. Mogą szczekać, szczypać, gliździć się, być bardzo reaktywne, wrażliwe lub dominujące. Pracowałam z wrażliwą Gaszką i później, gdy okazała się dominująca po zbudowaniu pewności siebie, a więc wiedziałam jak pracować z Gem. Rozumiałam reaktywnego, rozszczekanego Ru, uczyłam i uczę nadal opanowania dominującą Iskrę i tłumaczę Tigiemu i Cuki dlaczego szczekanie to nie odpowiedź na każdą frustrację. Ale mi z tym dobrze i jestem gotowa na tą pracę. Widziałam to u mudi zanim decydowałam się na kolejne psy, wiedziałam od hodowcy że któreś z rodziców miewa takie skłonności. Nie było to dla mnie niespodzianką.

Nie mam kłopotu z pracą z naszymi psami też dlatego, że chcę i lubię się uczyć i rozwijać jako drużyna z danym psem. Ważne jest w posiadaniu mudi umiejętność obserwacji i "słuchania" swojego psa oraz otwarty umysł. W pracy z naszymi psami poznałam wiele wspaniałych mentorów i ciągle uczę się i rozwijam. To co jednak bym zaznaczyła, mudi to nie border collie ani owczarek niemiecki ani sheltie. Nie są podobne do żadnej rasy i praca z nimi wymaga często doświadczenia w pracy z mudi. Doświadczenie osoby która miała takiego psa jest naprawdę nieocenione, bo wbrew pozorom dużo mudi miewa podobne problemy, jak obszczekiwanie czy wrażliwość. Skuteczne sposoby za to w porównaniu do typowych okazują się całkiem inne.

To co myślę że jest nowością dla mnie samej, czego nauczyłam się już z Gaszką ale wgłębiłam w temat z Gem. Mudi często odbijają emocje przewodnika. Nie wszystkie, są betonowe cholery jak Iskra które mają gdzieś wszystko byle zdobyć to co by tam chciała. Jednak często widzę psy które są tak mocno związane ze swoim człowiekiem, że bardzo przejmują się jego emocjami. Może to wyglądać bardzo różnie, od okazywania reaktywności do zachowań submisywnych. Takie osobniki dużo gorzej znoszą presję, nie tylko w pracy ale i w życiu. Z plusów, takie osobniki jeśli się z nimi popracuje odpowiednio nad wrażliwością i ze sobą nad swoimi emocjami, potrafią "czytać w myślach" i być w życiu jak i w sporcie czy pracy naprawdę spektakularne, jeśli w relacji z przewodnikiem wszystko gra i para czuje się komfortowo. Nad tym też można i trzeba pracować. 😉

No i klasyk, mudi potrzebują socjalizacji i jasnych zasad. Nawet te wrażliwe psy, a może one nawet bardziej, potrzebują konsekwencji i jasnego systemu komunikacji. Nieporozumienia i niejasność będą tylko wzmagać problemy. Braki w socjalizacji u każdego mudi będą kulą u nogi, dlatego ważne jest żeby nie zaniedbać tego okresu. A co z tymi mudi branymi po taniości? Byle blisko? Niestety, po taniości hodowca raczej nie zaczął socjalizacji już w hodowli, jak i nie był pewien jakie temperamenty mają psy które wybrał, jak i wątpliwe czy mają badania, a skoro nie ma rodowodu, to nawet nie wiadomo czy to mudi... Po taniości można kupić jedynie puszkę Pandory. Co trafisz, kto wie. Wiadomo że ciężko zdobyć gwarancję na idealnego mudi, a jak pisałam takie nie istnieją, ale wierz mi dużo łatwiej pracować z cechami których się spodziewamy, socjalizacja już w hodowli daje dużo większe możliwości, a same badania rodziców dają ci znacznie większe szanse na zdrowego, fajnego psa. No i wiesz, rodowód jednak zapewnia że to co wziąłeś to mudi. Bo istnieje też sinka i parę innych węgierskich ras. Wygoogluj sobie. 😏

Do brzegu. Cokolwiek rozważasz, czy mudi, czy sheltie, czy border collie. Poznaj właścicieli, hodowców, posłuchaj historii, zagłęb się w tą rasę. Potem zapytaj siebie, jestem na to gotowy? Co jeśli mój pies będzie miał takie czy inne cechy? Będę mieć możliwości i środki by nad tym pracować? Jeśli tak, to szukaj swojego szczerego, mądrego hodowcy i oby trafił ci się pies marzeń. Nam trafiło się takich siedem. Każdy ma jakieś cechy nad którymi trzeba pracować, ale każdy jest najlepszym psem jakiego mogliśmy dostać i z każdym jesteśmy najszczęśliwsi. Naprawdę. ❤️


sobota, 23 maja 2020

Historia Gem - miękkie pieski i jak je pokochać.

Kiedyś mówiłam że nie lubię miękkich psów i nie chciałabym mieć miękkiego psa. Byłam przyzwyczajona do pracy z Gaszką, chociaż potrafiła doprowadzać mnie do szewskiej pasji i miała okres w życiu w którym sprawdzała na co jej pozwolę na każdym kroku. Ale to znałam. Później w moim życiu pojawiła się Gem, a do tego zachorowała poważnie na przewlekły stan zapalny żołądka. I wszystko się zmieniło.

Gem była moim pierwszym świadomie wychowywanym psem po sześciu latach przerwy i ciężkich przeżyciach z Ru. Ciężko było mi się zdecydować, ale kiedy ostatecznie wybrałam i odebrałam szczeniaka, było idealnie. Gem rozwijała się świetnie, miała niesamowite popędy i wyglądało na to, że wszystko będzie bezproblemowo. Przyszła jesień, tuż przed naszymi pierwszymi oficjalnymi startami i na jakimś spacerze młoda Gemie najadła się żołędzi. Te żołędzie spędziły ponad miesiąc w jej żołądku, powodując bolesne zmiany. Ale tego nie wiedziałam. Wiedziałam tylko, że mój młody pies boi się huśtawki, z jakiegoś powodu nie chce już się bawić z innymi psami, aż wreszcie Gem pierwszy raz uciekła z ringu na zawodach. Załamałam się i całą drogę powrotną płakałam, nie rozumiejąc co się dzieje... Krótko potem Gem rozpoczęła diagnostykę, szukaliśmy długo i wnikliwie, aż po usg i rtg podano jej środek wymiotny i świat ujrzały zapomniane żołędzie. Rozpoczęło się leczenie, a po jego zakończeniu było lepiej. Wróciła Gem którą pamiętałam, wesoła, lubiąca wszystko, pewna siebie. Niestety nie na długo.

Zmiany były tak rozległe i poważne, że miesiąc później sytuacja powtórzyła się, a nawet pogorszyła. Gem wymiotowała wszystkim co próbowała zjeść czy wypić, dynamiczne aktywności powodowały ból. Znów moja wrażliwa suczka uczyła się, że życie jest bolesne i straszne. Po gastroskopii i stwierdzeniu nabytej nadkwasoty żołądka, włączyliśmy leki na stałe i rozpoczęła się nasza droga do zbudowania zaufania i nowej pewności siebie. I były to małe kroczki. W międzyczasie ja walczyłam z poczuciem winy i wstydem, bo przecież to ja prosiłam ją o bieganie ze mną, to ja nie zobaczyłam wcześniejszych objawów, a poza tym, pewnie się ze mnie śmieją. Mój pies uciekł z toru. Mój pies cierpiał. Sytuacja z Gem zmusiła mnie do pracy z psychologiem i psychologiem sportu. Uczyłam się nowego nastawienia, przepracowywałam stare demony. Oczyszczałam umysł, a na zawodach i treningach pokazywałam Gem, drobnymi kroczkami, że może mi zaufać. Że już naprawdę nic nie będzie bolało.

fot Irena Koprowska
Do startów wróciłyśmy w kwietniu 2019. Zgłaszałam ją na zawody tylko po to, żeby pobiec trzy hopki i szybko nagrodzić. Gdy się stresowała, pokazywałam sędziemu że proszę o dis i szybko łapałam jej ulubioną zabawkę. Brakowało jej jeszcze pewności siebie, często próbowała spłynąć z toru, ale odwoływała się i coraz więcej było tych krótkich biegów, kiedy była skupiona na mnie. Potem powoli próbowałam prosić o więcej niż trzy hopki, a czas leczył rany. Gem zaczynała być niegrzeczna w zwyczajne, zabawne sposoby, kradła z mety swoją zabawkę, biegała co popadnie i tak dalej. Teraz wciąż bywa, że Gem się czymś zestresuje. Jest ultrawrażliwa na moje emocje i bardzo się przejmuje jeśli ja się boję czy jestem zdenerwowana, przejmuje się też trochę innymi ludźmi. Pracujemy nad tym i z miesiąca na miesiąc jest coraz mniej rzeczy które wpływają na nas. Niedawno minął rok. Gem osiągnęła klasę A2 i ma za sobą wiele naprawdę fajnych biegów w różnych warunkach, nawet na naprawdę wielkich zawodach. Ona uczy się mi ufać i być coraz bardziej odporną na otoczenie i moje emocje, ja uczę się widzieć jej nastawienie i w razie czego ją rozweselać. Coraz lepiej się znamy, coraz więcej możemy.

fot Olga Kwiecień
Nasze ostatnie zawody w Warszawie przed przerwą spowodowaną koronawirusem były spełnieniem moich marzeń. Gem była ze mną cały czas. Zaliczała kładki, robiła świetne huśtawki, słuchała mnie i pokazywała jaka potrafi być super szybka. Nawet gdy spóźniłyśmy się na start i zabrakło czasu na rytuał przedstartowy, ona dała radę. I była totalnie niesamowita. Pewnie jeszcze sporo pracy przed nami, musimy się obie zgrać i nauczyć wszystkiego, ale jestem bardzo wdzięczna mojej miękkiej Gemie. Gdyby nie ona, nie zaczęłabym pracować nad sobą i nadal miałabym w głowie tamte demony i to paskudne podejście do agility. Gdyby nie jej problemy, nie byłabym tak szczęśliwa w tym sporcie jak jestem teraz. No i nie ma nic lepszego, nawet wielkie wygrane, niż uczucie że ten pies daje z siebie sto procent, bo mi ufa. Aktualnie pod okiem weta prowadzącego Gem radzi sobie bez leków od dłuższego czasu. Dłuższy okres leczenia odbudował zmiany w jej żołądku, a moja praca nad zaufaniem i pewnością siebie pomogła zapomnieć tamte doświadczenia. Jesteśmy inne. Obie. I mawiają, że dostajesz nie takiego psa jak chcesz, ale takiego jak potrzebujesz. Cóż, uważam że z Gem miałam podwójne szczęście. Dostałam doświadczenia których potrzebowałam i niesamowitego psa o którym marzyłam.

fot Balogh Janos
Teraz chętnie wzięłabym kolejnego psa takiego jak Gem. Poznałam plusy jej tak zwanej miękkości i skupiłam się na nich, jednocześnie pomagając jej jak to mawia pewna Gosia, zbudować pancerzyk. :) Praca nad odpornością na otoczenie i na moje emocje okazała się naprawdę przyjemna, każdy krok w przód napawa mnie dumą, a w życiu codziennym i sporcie jest nam razem doskonale. Gem nie jest wrażliwa tylko na negatywne emocje, mam wrażenie że dużo szybciej rozumie zadania i odbiera bardzo subtelne wskazówki. Jest szybka, ale myśląca, a w życiu codziennym jest aniołkiem. Ok, głośnym, ale aniołkiem. :D I tak jak Gaszka ma własne zdanie i przekazanie jej mojego było pewnym wyzwaniem, tak Gem stara się czytać mi w myślach i zrobić wszystko, bylebym była z niej dumna. I wiecie, to wcale przyjemna odmiana. :)


niedziela, 5 kwietnia 2020

Z archiwum: Dlaczego nie chcesz mieć mudika...

*Ten post został pierwotnie opublikowany na starym blogu, zostaje publikowany ponownie na prośbę wielu fanów. :)  Seria będzie kontynuowana.
Data pierwotnej publikacji: 12.04.2015*

Wylazło tych postów dlaczego nie chcesz aussie, bc, yorka, tego, tamtego... Mudi robią się niestety powoli popularne, bo fajnie biegają agility, wyglądają super na obi, oczywiście, są cudowne do pracy. W życiu codziennym jednak wygląda to nieco gorzej.
1. Mudi szczekają. Mnóstwo, zawsze i niemalże bez przerwy. Szczekają bo coś chcą, bo czegoś nie chcą, bo się cieszą i bo są złe. Właściwie nie przestają szczekać. Ktoś kto nas zna może powiedzieć że tak, ale przecież czarne tak ślicznie cichutko czeka przy płocie na treningach. Czeka, za to na torze kłapie mordą jak opętana, ponadto sporo pracy włożyłam w to żeby zamknęła japę jak czeka na swoją kolej, a i tak nie zawsze potrafi wytrzymać. Stróżują w każdą porę dnia i nocy i nawet ptaszek nie przefrunie obok naszego okna nie zauważony i nie zapowiedziany odpowiednim darciem mordy. Na spacerach każde ciągle coś obszczekuje albo ogólnie wyśpiewuje peany pt. "ochjakcudowniespacerrowerbiegankotaktaktak"... Mi to nie przeszkadza, lecz jeśli nie lubisz szczekania, to zaufaj mi, mudików też nie lubisz. :D

Aktualizacja: Aktualnie, mając sześć mudi w domu bywa cicho, poza wyjęciem sytuacji: spacer, jedzenie, trening, zabawa, ktoś przyjechał/coś zabrzmiało podejrzanie. Do przeżycia, ale decybele na treningach i spacerach i tak są porządne. ;) Nasza trenerka agility wspomina, że na nasze treningi poważnie rozważa stopery do uszu...

2. Mudi pasą. Wszystko. Dosłownie, wszystko, jedne pasą inne psy, drugie dzieci, trzecie ludzi, inne jeszcze wszystko co w jakikolwiek sposób przypomina owcę. (Pasą też szczekając.) Pasą nawet siebie wzajemnie! Ru nadal twierdzi że każdy człowiek/inny pies to owca, czarne odwołuje się bez problemu co nie zmienia faktu że gdyby nie mój pełen furii, niezbyt cenzuralny ryk to chętnie przyprowadziłaby mi każdą napotkaną istotę żywą. Co gorsza, Gaszka jest na tyle szybka żeby taką dla przykładu sarnę czasami dać radę zawrócić. Wyobrażasz sobie, czytelniku, twojego kochanego pieska naganiającego centralnie na ciebie gigantyczną łanię? Kiedyś biegając z psami po lesie wywaliłam się o szaraka, którego moje pociechy wgoniły mi prosto pod nogi. Sama przyjemność. Nie mówię, że nie da się tego oduczyć, weźmy pod uwagę że Gaszka jest odwoływalna i już nie klasyfikuje ludzi, innych psów oraz koni jako owieczki, co nie zmienia faktu że żeby tego dokonać nauczyłam się zdejmować buta i miotać nim w niecałe dwie sekundy. Nic innego niestety nie działało, w końcu mudi to psy pracujące, miały pasać wielkie węgierskie szare krowy! Co im tam, wrzaski...

Aktualizacja: Mudi nie uczony od szczeniaka bardzo konsekwetnie że nie, nie można wszystkiego pasać, wszystko pasie. Jak widać wyżej, mnie się zdecydowanie zdarzyło ten błąd popełnić. :) Na tę chwilę, Ru udało się oduczyć pasienia i może poruszać się bez smyczy gdzie chce. Gaszce w lesie nie da się zaufać, z tego to powodu pozostaje tam na smyczy. Tigi (4 lata, przez 2 lata pracował na farmie jako pies pasterski) pasie wszystkie istoty kopytne, toteż w miejscach gdzie takie można spotkać jest na flexi, a Gem, Iskra i Cuki śmigają luzem, bo je nauczyłam, że nie, nie pasie się wszystkiego. Da się. Ale to sporo roboty, cierpliwości, nerwów i konsekwencji, konsekwencji, konsekwencji, konsekwencji... No i młody mudi najpewniej pasać spróbuje. Trzeba być na to gotowym.

3. Mudi ma tylko dwa stany: gotów do podboju świata oraz padam ze zmęczenia. Potrzebują mnóstwo ruchu, minimum godzinę dziennie spaceru luzem niezależnie od pogody (albo więcej jeśli ma się czas, ja poświęcam tyle czasu na spacery, ile tylko mogę). Jest ciepło, to wychodzimy wcześnie/bardzo późno ze względu na serce Ru, jest lodowato zimno też wychodzimy, pada deszcz, wali gradem... Nieważne. Pieski muszą wyjść. Co jeśli nie? Po dwóch dniach bez spacerku czarne wyszarpała w moim łóżku dziurę na tyle dużą, żeby tam wleźć i borować dalej, Ru urządzał rajdy na trasie parapet - legowisko demolując wszystko po drodze, pomijając już fakt jak obdrapane były drzwi. Na szczęście ja zawsze mam czas na spacer, a jeśli jestem chora to wychodzi albo Karol, albo moja mama. Są plusy, wybiegane mudiki są aniołkami i całe dnie drzemią bez ruchu na posłanku. :)

Aktualizacja: Z tym się nadal zgadzam, chociaż słyszałam historie o mudi które grzecznie leżą w domu odłogiem. Nasze mają zapewnioną codziennie aktywność, dzięki czemu w domu są aniołkami mimo że jest ich szóstka. Czy się da bez? Nie wiem, bo ja sama potrzebuję codziennie coś ze sobą zrobić. ;)

4. Mudi są brudne. Patrz punkt wyżej, skoro potrzebują ruchu, to rzecz jasna że są wiecznie albo ubłocone, albo mokre, albo znowu mają w futrze gałązki/piach/liście, w dodatku cudowne loczki łapią szaleńczą ilość brudu. Mudiki kochają spanie z właścicielem i zawsze cały ten syf wnoszą na sobie do łóżka. Sama przyjemność. :) Nie muszę chyba wspominać o kłakach wszędzie..?

Aktualizacja: Nic dodać, nic ująć. Są upaprane jak cholera, ja aktualnie staram się częściej je myć i wyczesywać. No i chiński samobieżny pożeracz kłaka baaardzo pomaga.

5. Mudi nie lubią innych psów i ludzi. Jakkolwiek z ludźmi jako tako to jest, moje to nawet czasami lubią dać się pogłaskać jak mają humor, to z psami zawsze jest tak samo. Zwykłam mawiać, że moje psy mają pewną "strefę osobistą" i po naruszeniu strefy wcale nie stronią od pokazania zębami że nie życzą sobie kontaktów. Nie są konfliktowe same w sobie, co nie zmienia faktu że nie bawią się z obcymi psami, nie pozwalają się dotykać i w ogóle dla nich inne psy mogłyby nie istnieć. Czasami jak jednak raz na jakiś dłuższy czas mudiki mają humor na zabawę to niewiele psów rozumie ich zachęty. Jak się łatwo domyślić, zachęcają szczekaniem.

Aktualizacja: Zależy, ale w dużej mierze tak. Gaszka i Ru nie lubią obcych psów, Tigi lubi ale tylko dlatego że liczy że zaliczy, Iskra uprzejmie się wita, Gem lubi ale z przewagą na inne mudi, a Cuki inne psy zwisają i powiewają. Raczej już dla przykładu Gem bardzo lubi ludzi, ma swoje ukochane ciocie, za to Iskra i Tigi mają wywalone. :) Ogólnie, jak chcecie towarzyskiego pieska do innych piesków, to nie bardzo.

6. Mudi muszą pracować. Zdarzają się takie ewenementy umysłowe jak Lucjan, mój mix jednorożca z mudikiem i haszczakiem, aczkolwiek większość mudików potrzebuje wyzwań. Zostały wyhodowane po to, żeby być prawą ręką swojego pana, psem do niemal wszystkiego i najszczęśliwsze są pracując. Oczywiście, w pracy są cudowne, czarne jest gotowa spełnić każde może życzenie i to dając z siebie nawet ponad sto procent możliwości. :) Jeśli nie dasz im zadań, same je sobie znajdą. Mogą zawsze bronić cię przed całym światem, przyprowadzić każdą żywą istotę (na pewno należy do pańci i się zgubiła...), zmienić wystrój wnętrz lub pilnować każdego twojego przedmiotu przed domownikami. Wszystko zależy co im akurat wpadnie do łebka.

Aktualizacja: Nie ma wyjątków, nawet Lucjan czyli Ru musi pracować. :) Również, słyszałam o takich mudi co to nic nie robią i jest spoko, jednak wiecie, no jesteście na moim blogu, a my bierzemy psy z hodowli gdzie te codziennie pracują z krowami. Łatwo wnioskować, że każdy z naszych psów wymaga codziennych wyzwań. Nawet już ponad dziesięcioletnia Gaszkusia.

Kocham małe czarne mimo że pasie, mimo że się drze i wymaga ode mnie codziennego spaceru i kilku treningów w tygodniu. Jest wszystkim tym, czego oczekiwałam od psa, wymagająca i gotowa na każde zadanie. Idealna druga połowa teamu, uważna, dokładna, szybka, pełna entuzjazmu i zrównoważona. Nauczyłam się w porę ją odwoływać, mieć oczy dookoła głowy i przypominać żeby zachowywała się jak należy. Rozczula mnie mój mały głupiutki Ru chociaż pasie wszystko, potrafi boleśnie uderzyć mnie tym pustym łebkiem i łatwo daje się wciągnąć w pyskówki i bójki (na szczęście jest na tyle tchórzliwy że zawsze bójki są na niby :D), za to z pełnią zaangażowania ciągnie mnie jak prawdziwy lider zaprzęgu gdy biegamy i całym sobą okazuje mi swój zachwyt gdy podpinam go do roweru. Jest najsłodszym pieskiem świata ze swoimi umizgami i dyskusjami. Tak, moje diabły dosyć łatwo doprowadzały mnie do szału. Kiedyś. Teraz się przyzwyczaiłam i ich szaleństwa traktuję z dystansem, nauczyłam się zapobiegać sytuacjom których sobie nie życzę. Panuję nad swoimi mudikami i jestem szczęśliwa żyjąc z nimi, co nie zmienia faktu że sądzę, że nie każdy poradziłby sobie z wychowaniem takiego potworka. Są krnąbrne, złośliwe, szalone, pełne energii, wymagają czasu, cierpliwości i konsekwentnego prowadzenia, czasami nawet ciężkiej ręki. Popełniłam wiele błędów które musiałam długo naprawiać, ale nie zmieniłabym swojej decyzji nigdy. Uwielbiam każdą chwilę spędzoną z moimi węgierskimi diablętami, szczekanie jest dla mnie muzyką, wylewnie wychwalam przerwanie pogoni za sarenką i odruchowo już syczę "grzecznie!" mijając obce psy/ludzi. Nazywam często Gaszkę panną doskonałą albo księżniczką perfekcją. Bo mudi są doskonałe, mając dobrego przewodnika. :)

Aktualizacja: Mogłabym jeszcze MASĘ dopisać, ale to w jakimś nowym poście. Aktualizacje większość tłumaczą, podsumowując: Mudi potrzebuje codziennie roboty, jasnych zasad i sporo konsekwencji. :D